Print Friendly Version of this pagePrint Get a PDF version of this webpagePDF

środa, 9 października 2013

Takie trochę inne leczo... z wizytą na Węgierskiej ziemi :)


Z leczem to jest tak, że nie ma na nie jednego przepisu. Każdy lubi dodać coś od siebie, doprawić czymś, bez czego sobie potrawy tej nie wyobraża. I ja tak właśnie mam. Bardzo lubię dosypać do lecza kminek mielony. Rodowity Węgier pewnie popukałby się w czoło. Choć na pomysł dodania do tej tradycyjnej węgierskiej potrawy wiśniówki i suszonych śliwek nikt na węgierskiej ziemi się nie pukał ani w czoło, ani w inną część ciała, a jedynie klepano się po brzuchach i proszono o dokładkę :) Nie wiem czy to walory smakowe spowodowały takie jego powodzenie, czy też nasze śląskie stroje zrobiły dobry marketing :) 


Jakby nie było, wystąpienie na Festiwalu Lecza w Székesfehérvár było dla nas (Deli, Deli-Artura, Adama i dla mnie) wielką przygodą, przeżyciem, wyróżnieniem i takim kilkugodzinnym zatraceniem się w zupełnie innej rzeczywistości. Mogliśmy tam się znaleźć dzięki opolskiemu Urzędowi Miasta, który w blogerów kulinarnych bardzo uwierzył i kolejny raz bardzo nam zaufał. Na miejscu spotkaliśmy niesamowitych ludzi, rodowitych Węgrów (Eti) ale też naszą Polonię. Pana Andrzeja, Panią Marię... których los lata temu rzucił na obcą ziemię. Węgrów z rumuńskiej Transylwanii, którzy zawsze będą czuć się Węgrami administracyjnie tylko przypiętymi do innego kraju. Nie mogliśmy nadziwić się serdeczności, z jaką nas tam witano. Niemal każdy na słowo "Polska" reagował powiedzeniem "Polak Węgier dwa bratanki..." i częstował nas rodzimą palinką.

A tradycyjne węgierskie leczo to trzy podstawowe składniki: cebula, papryka, pomidory. Wszystko smażone na smalcu lub słoninie. Nikt do lecza nie dodaje cukinii, pieczarek, kiełbaski. Czasami leczo zagęszcza się rozbełtanym jajkiem (to ponoć wersja z rejonów miasta Eger). Zgodnie stwierdziliśmy, że smakuje trochę jak jajecznica z pomidorami :) 

Więcej zdjęć i szczegółowej relacji na blogu u Delimammy :)

fot. Delimamma
składniki:
  • 3 kolorowe papryki
  • 2 średnie cebule
  • 1 cukinia
  • 1 duże pętko dobrej kiełbasy (np. jałowcowej, bronowickiej, myśliwskiej)
  • 100 g suszonych śliwek 
  • 500 g passaty pomidorowej (lub pomidory bez skórki)
  • kilka łyżej oleju
  • sól, pieprz
  • papryka mielona słodka 
  • papryka mielona ostra
  • kminek mielony (dla tych którzy lubią)
Na rozgrzanym oleju dusimy cebulę pokrojoną w piórka, dodajemy do niej paprykę pokrojoną w większą kostkę lub w grubsze paski. Kiedy zmięknie, dodajemy również pokrojoną cukinię (w talarki lub kostkę) oraz połowę suszonych śliwek. Dusimy razem, aż wszystkie warzywa zmiękną.Na osobnej patelni podsmażamy pokrojoną kiełbasę.

Pozostałe śliwki zalewamy wodą (tylko do przykrycia) i gotujemy przez kilka minut, aż mocno zmiękną. Następnie miksujemy je na gładką pulpę. 

Do całości dodajemy pomidorową passatę i mus z suszonych śliwek. W razie potrzeby lub upodobania dodajemy trochę wody. Trzymamy na małym ogniu i doprawiamy do smaku mieloną papryką (słodką i ostrą), solą, pieprzem oraz mielonym kminkiem. 

Smacznego!


18 komentarzy:

  1. Wygląda cudnie! U mnie też leczo, ale z cukinią :) i chyba wole takie nasze "polskie" leczo, bez jajek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co zaobserwowałam, cukinia to bardzo polski dodatek :) W żadnym węgierskim kociołku nie wypatrzyłam tego dodatku :)

      Usuń
  2. Jajecznica na pomidorach - pyyyycha:) ale leczo jak to leczo nie dodaję jajek:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I widzisz? Wpadłabyś w ogóle na to? Bo ja w życiu, gdybym na własne oczy nie zobaczyła i nie spróbowała :)

      Usuń
  3. Uwielbiam Wasze zdjęcie :D czuć jak wspaniała atmosfera tam panowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jaj też... cudnie tam było!

      Usuń
  4. sprytny przepis, wypróbujemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "taki trochę inny" :) ale wart spróbowania!

      Usuń
    2. wypróbowane i moge z czystym sumieniem stwierdzić, że pyszna ta wersja :) nie użyłem tylko kminku bo nie jestem fanem, za to podkręciłem chili lekko, pozdrawiam

      Usuń
    3. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że smakowało :) A z kminkiem tak właśnie jest, albo się kocha albo nienawidzi... przynajmniej ja nienawidziłam dopóki nie odkryłam kminku mielonego :)

      Usuń
  5. Twoją węgierską historię czyta się jak bajkę...
    Ale fajnie, że udało się zachwycić Węgrów !
    Buziaki BM, jak Twój powrót do pracy znosi Franek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, weekend na Węgrzech było super! oderwaliśmy się totalnie od codzienności :)
      A Franioł od początku tego tygodnia w domu... razem z Hanią. Ja jeden dzień w pracy, pół dnia w pracy, jedna noga w domu, druga w pracy. Jeszcze mąż kamieniami atakowany... ;) znaczy atak miał. Koniec świata :)

      Usuń
  6. chetnie spróbuje takie inne leczo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Magda :) Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Anonimowy9/10/13

    no ja jako rodowita pol-wegierka wyjatkowo preferuje klasyczna opcje :) tzn 3 skladnikowa, i tylko i wylacznie ze specjalnej papryki na lecso (" lecso paprika") tzn nie z kolorowych. z jajkiem moja rodzina robi jak jestesmy bardzo glodni( nie wiedzialam ze to z Eger:). Ale kto wie, moze ta spolszczona wersja by mnie tez zachwycila:)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie! Nie napisałam o tym, ale też to zauważyłam. Papryka była tylko jedna, ta jasnozielona, żadnych kolorowych. Bardzo się cieszę, że mogłam tam być, poznać naszą Polonię, rodowitych Węgrów i to słynne węgierskie leczo, które z naszym niewiele ma wspólnego :) Pozdrawiam!

      Usuń
  8. leczo wygląda na bardzo smaczne, ja również dodaję kminek mielony do lecza, używam go dużo ogólnie
    drugie zdjęcie świetne!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj jak cudnie jeszcze raz o tym poczytać :***

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz!
Anonimie, bardzo Cię proszę, podpisz się imieniem lub nickiem, będzie mi łatwiej Ci odpowiedzieć.