Print Friendly Version of this pagePrint Get a PDF version of this webpagePDF

czwartek, 16 maja 2013

Ciastka okupacyjne, czyli ciastka z kawałkiem historii w tle

Pierwsza taka historia na blogu. 
Pierwsze ciastka, których sama nie upiekłam,
a zrobiłam im zdjęcia i opublikowałam na blogu.
Dostałam je o 7 rano, kiedy jeszcze nie do końca wiedziałam
o co chodzi i miałam na nosie okulary o jakieś dwie dioptrie za słabe. 

Chociaż o tych ciastkach słyszałam już wcześniej. 
Od Mimnie, czyli Anety. 
Kobiety szalonej i obdarzonej niezwykłym darem mówienia i pisania. 
I nie tylko :) Bo prowadzi też blog Kafkazkotem.
Przepis na ciastka pochodzi od jej Babci. 
Poniżej możecie przeczytać historię powstania tych ciastek.
Smutnej historii, bo z czasów okupacji.
Przepis nie jest dokładny, ale nic w tym przepisie nie zmieniałam, o nic więcej nie dopytywałam. Niech pozostanie taki prawdziwy, babciny. 

Zrobię te ciastka już niebawem. 
Teraz tylko powiem, że nigdy nie domyśliłabym się, że zawierają drożdże. Są kruche, maślane (o dziwo!) i rozpływają się w ustach. Hipnotajzin :) Duża buźka Mimnie!

wtorek, 14 maja 2013

Młoda kapusta z mleczkiem kokosowym i curry oraz kotleciki z sezamem.


Ponoć najlepszą młodą kapustę robi ciocia Lutka z Kutna.
Tak twierdzą rodzice mojego męża i on sam. 
Wróć! Twierdził do wczoraj.

Choć kiedy usłyszał, że do kapusty mam zamiar dodać mleczko kokosowe, zapytał czy ma coś zjeść na mieście. 
Powiedziałam mu, żeby się wstrzymał, bo będą też kotlety mielone. Najwyżej zje z chlebem.

Spróbował wszystkiego.
Kiedy jadł, oczy mu się świeciły. 
Mlaskał, cmokał i oblizywał się co chwilę. 
W końcu przemówił: jak opublikujesz ten przepis na blogu 
to dostaniesz ode mnie pierwszy w historii komentarz :) 
I niech to pozostanie najlepszą rekomendacją dla poniższej propozycji. To było przepyszne!



poniedziałek, 13 maja 2013

Krem szparagowo-selerowy

Nie uwierzycie. Ja jeszcze nie mogę uwierzyć...
Mieszkam w województwie, któremu grozi depopulacja.
Młodzi ludzie, dzięki podwójnemu obywatelstwu, zaczęli stąd wyjeżdżać jeszcze przed magicznym majem 2004 r.,
kiedy to Unia otworzyła dla nas swoje granice.
Później już było tylko gorzej i chyba tylko prof. Jończy potrafi podać jakiekolwiek liczby, mówiące o skali problemu.

Płaczą władze wojewódzkie, płaczą osamotnione starsze osoby, których dzieci pozostały na Zachodzie,
płaczą miasteczka gminne i powiatowe, bo młodych została garstka.
I to nie w to akurat nie mogę uwierzyć.
Uwierzyć nie mogę, że to właśnie szparagi są na najlepszej drodze do odwrócenia losów województwa! 
Na jednym "szparagowym" portalu przeczytałam:
Opolskie szparagi zdobywają coraz większą popularność na Zachodzie Europy. Niemcy zaopatrują się tutaj, a z zagranicy wracają całe ekipy zbieraczy, by pracować na polach w Polsce.

sobota, 11 maja 2013

Jajko w koszulce na makaronie z rukolą i szparagami



Na taki maj czekałam.
Słoneczny, pełen smaków, których brakuje zimą.
Za rabarbarem, botwinką, szparagami,
młodą kapustą, młodym kalafiorem.

Szkoda tylko, że jak dotychczas regularnie w sobotę
słońce się chowa, a temperatura spada o 10 stopni.

Ale nie mam zamiaru narzekać :)
W tygodniu korzystam z pięknej pogody
i eksploatuję wózek maksymalnie.
Oprócz tego, że wożę nim Franka,
w wózku zwożę do domu tony warzyw i owoców
z naszego targowiska ;)






piątek, 10 maja 2013

Pszenno-razowe ciasto z miodem, budyniem i rabarbarem

W książce Roberta Sowy "Życie kocha jeść"
znalazłam przepis na pysznie wyglądającą razową szarlotkę
z dodatkiem miodu i kawy zbożowej.
I już prawie ją zrobiłam.
Ale w ostatniej chwili zaświeciła się lampka: RABARBAR!

Pamiętam słowa mojej mamy, kiedy prosiłam ją
o upieczenie szarlotki na moje urodziny w czerwcu.
Odpowiedziała mi wtedy: teraz? kiedy tyle sezonowych
owoców jest w ogrodzie ty chcesz szarlotkę z jabłek zebranych
w zeszłym roku? Nie stosuję się twardo jej słów, ale też o nich nie zapominam. Jeśli mam ochotę na szarlotkę w lecie to ją robię.
Ale jeśli mam wybór jabłko-rabarbar, wybiorę rabarbar.
Bo nim można się cieszyć o wiele krócej niż jabłkami,
dostępnymi przecież przez okrągły rok.

Za ostatnie 3,60 wygrzebane z portfela kupiłam pół kilograma rabarbaru. Nie ma to jak wybrać się na targowisko i zapomnieć po drodze pójść do bankomatu. Ale może to jest jakiś sposób na oszczędzanie? Choć wątpię... na drugi dzień byłam na targowisku ponownie.

środa, 8 maja 2013

Pesto z rukoli


Kontynuuję wątek recyklingowy.

Tym razem ratuję lekko przywiędłą rukolę.

Muszę zacząć kupować rukolę w doniczkach,
 ta pakowana zdecydowanie za krótko
pozostaje świeża po otwarciu.
Bo w końcu ile sam człowiek tej rukoli dziennie zje? ;)
I ile dni pod rząd może jeść?

Kiedy więc połowa paczki była już lekko przywiędła, pomyślałam o zrobieniu pesto.
Gdzieś kiedyś widziałam, ale nigdy wcześniej nie jadłam.
To pesto powędrowało do kanapek
i do poniedzielnych, czyli porosołowych krokietów.
One zdjęcia też mają i pewnie niebawem je zaprezentuję.

A pesto polecam!
W niczym nie ustępuje najlepszemu ze słoiczka :)