Print Friendly Version of this pagePrint Get a PDF version of this webpagePDF

piątek, 18 kwietnia 2014

Bukiet tulipanów, garść inspiracji i słów kilka o świętach.


Do Świąt zostały zaledwie dwa dni. 
I choć w tym roku Święta wypadły wyjątkowo późno, 
to i tak te ostatni dni biegną za szybko. 
Jeśli jeszcze wahacie się co przygotować na świąteczny stół,
 podpowiadają opolscy blogerzy:
- Deli - Delimamma
- Krysia -Co na obiad
- Karola -  Quchnia Karoli
- Małgosia z Bon Appetit Małgorzaty


Miałam okazję gościć wczoraj w radiu. Tematem przewodnim były odchudzone święta, czyli jak sprawić, aby potrawy były mniej kaloryczne, zdrowsze i lekkostrawne. Akurat miałam urlop, więc teoretycznie wszystko układało się idealnie. Od rana w głowie buzowały mi różne myśli. Z jednej strony układałam sobie w głowie, o czym chciałabym powiedzieć, z drugiej strony myślałam o tym, co spakować do wiaderka, które zabierałam ze sobą w podróż w rodzinne strony. W wiaderku były już szmatki, rękawice ochronne, po drodze musiałam kupić jeszcze znicze. I jadąc do radia, czułam, że to o czym chciałabym powiedzieć, to wcale nie odchudzone święta. Choć ze względu na dzieci święta siłą rzeczy są odchudzone. Bo nie ma biesiadowania przy stole, kiedy Franek ściąga obrus jednym niewidzialnym ruchem ręki. 

Jechałam i myślałam. Że tęsknię do świąt w domu rodzinnym. Do prawdziwie tradycyjnych potraw. Do jajka z chrzanem, który mama kopała w naszym ogródku. Do krzątaniny i pieczenia chlebów w starym poniemieckim piecu sąsiadki. Do jedynego i niepowtarzalnego smaku sałatki jarzynowej. Do piernika, który zamiast mazurka, pojawiał się i na wielkanocnym stole. Do zapachu bab drożdżowych. Domowego makaronu. Pachnących rolad. Do ogródka, w którym zaczynały kwitnąć pierwsze tulipany. Do serwetki ręcznie szydełkowanej na wielkanocnym koszyczku. Do kościoła i zapachu potraw w Wielką Sobotę. Do świeżo krochmalonej pościeli i zamiany pierzyny na kołdrę. Do mycia podłóg i zapachu wapna, którym mama malowała młode drzewka.

Nie chcę odchudzać świąt. Nie chcę odchudzać wspomnień. W pierwszym wejściu głos mocno mi zadrżał. I choć jeszcze kilka lat temu skarżyłam się koleżance, że nic w święta nie odpoczniemy. Że w końcu dwa dni wolnego, można się urwać, pojechać gdzieś. Sami, z dziećmi. Daleko od rodziny i siedzenia przy stole. Albo we własnym domu w szlafroku cały dzień przechodzić można i nosa za drzwi nie wyściubiać. Wolne w końcu, odpocząć trzeba. 

Teraz patrzę na to zupełnie inaczej. I wiem też dlaczego. Dzieci. Chciałabym, żeby kiedyś moje dzieci przyjeżdżały do domu również na święta. Żeby były do tego przekonane, a nie czuły się "w obowiązku". Widzę, jak bardzo rodzice mojego męża czekają na wizyty swoich dzieci, jak bardzo do świąt się przygotowują. Już miesiąc wcześniej wszystko planują, kupują, sprzątają, zmieniają firanki. Wszystko z myślą o dzieciach i wnukach, które przyjdą w święta. Będzie galareta z nóżek dla mojego męża, jego brata i dwóch szwagrów, ćwikła z chrzanem, sałatka jarzynowa, zrazy, kluski śląskie i babka piaskowa. Nie mam serca odchudzać tych świąt. To tak, jakbym moim dzieciom zabrała część wspomnień. Wystarczy zachować umiar przy stole. Jeśli chcemy eksperymentować w kuchni, róbmy to przez okrągły rok. Ale Święta niech pozostaną nietknięte, tradycyjne i przede wszystkim rodzinne!


czwartek, 17 kwietnia 2014

Sernik z mango i bezą


Sernik znany wszystkim, chyba nie ma wyjątków. Król imprez urodzinowych, imieninowych, zwłaszcza tych obchodzonych w pracy. Właśnie na takich biurowych urodzinach koleżanki z pracy jadłam go po raz pierwszy. Dobre 10 lat temu. Nie mogłam się nadziwić jakim cudem ser może być tak kremowy i delikatny. A później jak zwykle z pomocą przyszła przyjaciółka z liceum, nazywając przepis "Zajebisty sernik od Moni" i pod dokładnie taką nazwą zapisałam go w swoim zeszycie.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Babka piaskowa



Jeśli ktokolwiek pyta mnie czy pamiętam co było moim pierwszym samodzielnym wypiekiem, to bez chwili zastanowienia odpowiadam: sernik z zieloną galaretką. Wyglądał fatalnie, ale smakował całkiem całkiem. Chyba mam jeszcze gdzieś na niego przepis... I jak siebie znam, to za chwilę zacznę go szukać. Pamiętam jego smak, jakby to było wczoraj.

piątek, 11 kwietnia 2014

Surówka z kiszonej kapusty i ananasa


Kapustę kiszoną najczęściej jadamy jako dodatek do ryb. Taką klasyczną, z tartą marchewką, z odrobiną cukru i oleju. I nigdy nie sądziłam, że z kapusty kiszonej można wycisnąć coś tak dobrego. Z przyjaciółką z licealnej ławki często wymieniamy przepisy i pomysły. Napisała, że chodzi i podjada, i że surówka obiadu nie doczeka... że taką dobrą zrobiła. Pytam jej więc cóż to za surówka, a ona mi odpisuje, że kapusta kiszona z ananasem... :) Znalazła przepis tutaj.