Takie trochę inne leczo... z wizytą na Węgierskiej ziemi :)
Z leczem to jest tak, że nie ma na nie jednego przepisu. Każdy lubi dodać coś od siebie, doprawić czymś, bez czego sobie potrawy tej nie wyobraża. I ja tak właśnie mam. Bardzo lubię dosypać do lecza kminek mielony. Rodowity Węgier pewnie popukałby się w czoło. Choć na pomysł dodania do tej tradycyjnej węgierskiej potrawy wiśniówki i suszonych śliwek nikt na węgierskiej ziemi się nie pukał ani w czoło, ani w inną część ciała, a jedynie klepano się po brzuchach i proszono o dokładkę :) Nie wiem czy to walory smakowe spowodowały takie jego powodzenie, czy też nasze śląskie stroje zrobiły dobry marketing :)
