Print Friendly Version of this pagePrint Get a PDF version of this webpagePDF

Naleśniki z kaszą jaglaną i sosem rabarbarowo-truskawkowym


Czy kiedykolwiek jedliście rabarbar rwany prosto z ogródka? Albo truskawki samodzielne znalezione pod krzaczkiem? Pytam, bo ja jadłam. Ale moje dzieci już nie. Wychowałam się na wsi, własnych warzyw i owoców było pod dostatkiem, a one nawet nie widziały nigdy jak rosną truskawki… teraz już śpią, ale muszę koniecznie zapytać jak wstaną… niech podzielą się swoją wizją :) Przecież one kojarzą truskawki tylko ze straganów, a większość warzyw i owoców z warzywniaka, w którym robimy zakupy 2-3 razy w tygodniu, bo mamy go po drodze ze żłobka do domu i jest bardzo dobrze zaopatrzony.

Z dzieciństwa pamiętam rozgrzane w słońcu schody przed domem, piwonie w ogródku i rabarbar, który tak bardzo się rozrastał w ogródku. Mama myła rabarbar, siadaliśmy wszyscy na schodach i maczaliśmy te wielkie czerwone łodygi w cukrze. Jakie to było dobre! A czasami lubiłam leniwie odrywać pasek po pasku z takiej łodygi. Tęsknię za tym czasem okrutnie.

Rabarbar jest źródłem witamin A, C, E oraz także potasu, kwasu foliowego i błonnika. Należy pamiętać, że rabarbaru nie powinny jeść osoby chore na nerki i reumatyzm, ponieważ zawiera on sporo kwasu szczawiowego. Rabarbar najczęściej kojarzony jest z owocoami – w końcu najczęściej zjadany jest na słodko, jest idealnym dodatkiem do ciast i deserów. W rzeczywistości to jednak warzywo – gatunek byliny.

Przepis powstał w ramach kampanii "Pora na pomidora, czyli jak tu nie kochać polskich warzyw i owoców" (www.poranapomidora.com), finansowanej ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw." 
 
 

Naleśniki:
na ok. 10 sztuk na patelni o średnicy 21 cm
  • 260 g mąki
  • 250 ml mleka
  • 250 ml wody mineralnej gazowanej
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • 50 g roztopionego masła
Jajka, sól, mleko, przesianą mąkę razem miksujemy. Na końcu dodajemy wodę. Na patelni topimy masło i dolewamy je do ciasta, mieszamy. Smażymy naleśniki na patelni bez użycia dodatkowego tłuszczu.

Krem z kaszy jaglanej:
  • 1 szklanka kaszy jaglanej
  • 2 szklanki wody
  • 1 łyżka masła
  • 1 ½ łyżki cukru lub miodu
  • szczypta soli
Kaszę wsypujemy do rozgrzanego, suchego garnka z grubym dnem (może być patelnia). Prażymy przez ok. pół minuty, a następnie przesypujemy kaszę na sito i przelewamy zimną wodą. Ta czynność pozwoli nam pozbyć się ewentualnej goryczki.

Lekko posoloną wodę doprowadzamy do wrzenia, wsypujemy kaszę i gotujemy 15-17 minut. Lekko ostudzoną przekładamy do blendera, dodajemy masło, cukier lub miód i miksujemy na gładki krem.

Taką masą smarujemy naleśniki, które składamy w trójkąt lub rulon. Przed podaniem podgrzewamy i polewamy owocowym sosem.
Gorący sos owocowy:
  • 2-3 łodygi rabarbaru
  • ok. 10 polskich truskawek
  • 1 łyżka cukru
Rabarbar myjemy, nieobrany kroimy w paski o szerokości 2-3 cm. Umyte i odszypułkowane truskawki kroimy na pół. Owoce przekładamy do rondelka , podgrzewamy ok. 10 minut, co jakiś czas mieszając, aż puszczą sok. Takim sosem polewamy naleśniki.

Smacznego!

 



5 komentarzy:

  1. Właśnie o tym rozmawiałam z koleżanką ostatnio.. że jak już będziemy miały dzieci, to one niestety nie zobaczą jak to jest fajnie pójść do ogrodu po świeże truskawki, albo wyrwać marchewkę, czy rzodkiewkę prosto z ziemi i zjeść. Albo chociażby zobaczyć szczęśliwe kurki, które znoszą jajka... troszkę mnie to smuci, a już zapomnijmy o podkradaniu się do sadu sąsiadów po najpyszniejsze gruszki albo śliwki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... ja już nawet nie mam rodziny na wsi i teraz słono płacimy za to, żeby dzieciom od czasu do czasu pokazać krowę, świnkę, narwać trawy, poparzyć się pokrzywami, znaleźć jajko od kury... Ech, zabrałabym te dzieci do mojego dzieciństwa :)

      Usuń
  2. Ja niestety nie wychowywałam się na wsi, ale każde wakacje, ferie weekendy...spędzałam właśnie u dziadków na wsi....najcudowniejsze wspomnienia. Truskawki prosto z krzaka, świeży sok z marchwi, a z koleżankami wspinałyśmy się na drzewo i zrywałyśmy prosto do buzi.... czereśnie. Oj to były czasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie czereśnie też tak zajadałam. Kto wtedy myślał o ich myciu?? Nikt! A takie prosto z drzewa były najlepsze na świecie. I smaku szczawiu nie zapomnę. Rósł u sąsiadki w ogródku, a część wystawała za płot tak, że można było rwać z drugiej strony, czyli z ulicy. Pewnie dziś tak by mi nie smakował, ale w dzieciństwie ten kwaskowaty smak... ach!

      Usuń
    2. Anonimowy9/6/15

      Ja niestety nie wychowałam się na wsi i cała rodzina mieszkała w miastach, ale smaki mojego dzieciństwa to również rabarbar, szczaw, truskawki, jarmuż czy czereśnie. Szczaw nadal można kupić na targowiskach, a jarmuż jest ponoć w biedronkach.
      pozdrawiam Ola

      Usuń

Copyright © bistro mama , Blogger