Obserwuj bloga przez email

Print Friendly Version of this pagePrint Get a PDF version of this webpagePDF

S'mors

 
Żegnamy wakacje, witamy szkołę i żłobek :) Wrzesień to zawsze zmiany w życiu rodziny, to trochę taki nieformalny sylwester. Franek idzie do starszej grupy w żłobku. Hania zaczyna zupełnie nowy etap w życiu - szkołę. Jako rodzice mamy wiele wątpliwości, pewnie jak większość innych. W środku buzuje tysiąc myśli i obaw, ale wierzę, że będzie dobrze.



Za nami dwa miesiące wakacji, w tym dwa tygodnie wspólnego wypoczynku. Tydzień cudnego pobytu agroturystyce, gdzie dzieci wyprowadzały zwierzęta na spacer, doiły krowę, piły jeszcze ciepłe mleko, jeździły codziennie na kucyku, zbierały jajka od kur i przynosiły chrust z lasu na ognisko. Wieczorem kąpaliśmy dwóch kocmołuchów, a rano nie mogliśmy dobudzić ich na śniadanie. Drugi tydzień spędziliśmy nad polskim morzem, z którym ja osobiście przeprosiłam się po 15-letniej przerwie :) Morał powakacyjny mam taki, że ważne gdzie, ważne w jaką pogodę, ale najważniejsze jest to z KIM spędzasz urlop :)


Polska wersja amerykańskich s'morsów. Nie mieliśmy ani specjalnych ciasteczek ani czekolady Hershey's. Ale były pianki marshmallow i było ognisko.

  • pianki marshmallow
  • czekolada mleczna z nadzieniem toffi (choć wskazana jest gorzka)
  • kruche ciasteczka/wafelki/ew. krakersy
Rozkładamy parami ciasteczka lub wafelki, na jednym ciasteczku z pary kładziemy kostkę czekolady. Najlepiej, żeby czekolada była cienka, ale w jedynym czynnym sklepie w okolicy nie było wyboru. Kupiłam więc czekoladę mleczną z nadzieniem toffi, żeby trochę łatwiej się topiła. 

Pianki delikatnie opalamy nad ogniskiem (w warunkach domowych można to zrobić nad palnikiem gazowym). Kładziemy tak opaloną piankę na ciastku z czekoladą, przyciskamy delikatnie drugim ciastkiem i wyciągamy patyczek, na którym mieliśmy umocowaną piankę marshmallow).

Smacznego!



Trochę wspomnień... Moja piratka. 
Mały człowiek i morze.
Wakacje na wsi, czyli dzieciom funduję teraz to, co sama w dzieciństwie miałam za darmo. Mało tego, wrócimy tam na pewno! Wróciło wiele wspomnień, dźwięk ciągnika wieczorem, na polu. Kombajn, snopowiązałka. Ściernisko, które rani nogi. Jeżyny i jagody zrywane prosto z krzaków. Malowanie kredą na ulicy. Radość na buziach i słowa: mamo ja nigdy nie chcę stąd wyjechać!

Wakacje na wsi.
Owoce lasu.
Wakacje, obowiązkowy punkt programu. Gofry.
















Po powrocie przemeblowaliśmy pokój Hani, zmieściliśmy biurko. Tornister kupiony, zeszyty, pióro dla leworęcznych i kolorowe wycinanki. Od września wracamy też na zajęcia taneczne.
Do szkoły gotowi, start!
Szykując Hanię do szkoły, wspominamy z mężem nasz start w szkole. 
On pamięta niewiele. Mówi, że harcówkę i przytykanie języka do żelaznej bramy w mroźny dzień. 
Strzelanie z białych kulek i grę w kapsle. 
Ja pamięć mam trochę lepszą, choć chciałabym z tych chwil zapamiętać jeszcze więcej.
Pamiętam...
mój pierwszy tornister, z żółto-brązowego skaju, z pomarańczowymi szkiełkami odblaskowymi,
kredki z misiem, 
granatowy fartuszek z białym kołnierzykiem, 
plakietkę "wzorowy uczeń" w późniejszych klasach,
okładki podręczników i szarobure zeszyty, okładane tapetą, która została cioci po remoncie,
chińskie pióro z taką miękką tutką na atrament,
w zimie kozaki Relaksy, a w lecie tenisówki z Czech,
autobus szkolny, 
warcaby na świetlicy, 
pierwszą ocenę "dostateczną" za zakładkę do książek, bo krzywa była, choć wyklejona orzechami wyciętymi z opakowania po niemieckiej czekoladzie, 
strzelanie makaronem z łyżek na stołówce, 
pierwszy bunt dziewczyny kontra chłopaki, 
moje ósme urodziny (nie wiem dlaczego zapamiętałam właśnie te najbardziej),
zapach szkolnej biblioteki i jednakowe szare obwoluty na wszystkich książkach,
pierwszą laurkę od chłopaka,
pracownię ZPT,
tańce szkolne, 
płyn Lugola. 
hymn szkolny "Szpalerem drzew i małym mostkiem", ale całego już nie umiem sobie przypomnieć...
numer w dzienniku, przeważnie 17-ty,
wszystkich nauczycieli,
Dzieci z Bullerbyn i Karolcię z niebieskim koralikiem.


18 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. o mamo, wzruszyłam się, co roku 2 miesiące spędzałam na wsi u babci, a teraz moja starsza córka i mąż nie chcą tam jeździć, bo nie ma łazienki. to bardzo stary dom i tak już zostało - mycie w misce. z Wrocławia to też trochę daleko, bo wieś jest za Krakowem a nawet za Myślenicami...
    a te obrazki są również z mojego dzieciństwa - mam 38 lat i ciągle wydaje mi się, że jestem taka młoda, dopiero przy konfrontacji z własnymi dziećmi, z ich rzeczywistością szkolną i poza szkolną, dochodzę do wniosku, że jednak to już trzeba nazwać drugą młodością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cassia, jesteśmy więc rówieśniczkami :) Moje dzieci zakochały się w zwierzętach, w bieganiu po łąkach, lesie. Na mleko prosto od krowy, którą same doiły, czekały bardziej niż na lody! Pozdrawiam serdecznie!!!

      Usuń
  3. jak zobaczyłam te zdjęcia to aż się łza w oku zakręciła, tak, tak nasze czasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie mam dzieci, ale zawsze jak widzę Pani blog to jakoś tak cudownie w sercu patrzeć na zadowolone szkraby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka pani.... Justyna jestem :) I bardzo Ci dziękuję za te słowa!

      Usuń
  5. kurcze... jak to fajnie, że przez tamte, ciężkie w sumie czasy, mamy podobne wspomnienia ;) chińska gumka pachniała wszędzie tak samo, zeszyty były wszędzie równie szare... a teraz panuje taka różnorodność, że za 30 lat dzieciaki nie będą chyba miały tak wielu wspólnych wspomnień :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hania, dokładnie to samo sobie myślałam, jak pisałam... :)

      Usuń
  6. Świetny post! ;)

    Pozdrawiam
    ___________
    truskawkowa-fiesta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy1/9/14

    ja mam co prawda 29, więc trochę inaczej już pewno było, ale ta tapeta na okładki w pierwszych klasach i szare okładki na książkach w bibliotece szkolnej... aż się łezka w oku kręci.. i Filipinka w czytelni a cichaczem w świetlicy Brawo ;)
    pozdrawiam i powodzenia życzę:)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filipinka! do dzisiaj pluję sobie w brodę, że wywaliłam stare egzemplarze Filipinki, bo to, co zaczęli drukować gdzieś tak ok. 92' już się do niczego nie nadawało, więc przestałam kupować.

      Usuń
    2. No przecież!!! Niektóre okładki pamiętam do dziś, to była taka mądra dziewczyńska gazeta! Jeju, ależ bym chciała wziąć do rąk kilka numerów i przejrzeć :)

      Usuń
  8. Anonimowy1/9/14

    a gdzie ta agroturystyka? marzę żeby w takie miejsce skoczyć
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy2/9/14

    podczytuje bloga dość regularnie (za sprawą Dzielnego Franka) ale dopiero dziś się ujawniam ;-)
    za sprawą wspominek ze szkoły...myślałam że też jestem rówieśniczką, ale jednak mam mam plus 5 ;-)
    a to znaczy, że rzeczywiście dużo pamiętasz!
    ostatnio z kimś wspominałam obkładanie zeszytów i książek - w tapetę albo stare kalendarze ścienne :D
    i jeszcze zbieranie papierków od czekolad ;-)
    pozdrawiam serdecznie
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, jeszcze przypomniałam sobie książeczki SKO :) i papierki z gum Donald!
      Pozdrawiam serdecznie,
      Justyna

      Usuń
    2. A takie karteczki z dziureczkami do segregatora?:)

      Usuń

Copyright © bistro mama , Blogger