Print Friendly Version of this pagePrint Get a PDF version of this webpagePDF

środa, 11 grudnia 2013

Komu notatnik? Konkurs z drukarnią Opolgraf.



Dawno, dawno temu.... na tyle dawno, że zdążyłam o sprawie zapomnieć, zgodziłam się na opublikowanie kilku zdjęć i przepisów w notatniku, który został wydrukowany przez nasz rodzimy Opolgraf. Sprawa powróciła w zeszłym tygodniu, kiedy okazało się, że kilka sztuk stało się moją własnością. Kiedy zobaczyłam te "notatniki" - oniemiałam! To niemal jak własna książka kucharska! Nie spodziewałam się, że zwykły notatnik może zostać tak pięknie wydany! Można w nim znaleźć kilka moich przepisów, przepisy pracowników http://www.opolgraf.com.pl/ oraz mnóstwo śnieżnobiałych kartek, na których można zapisywać własne przepisy, notatki czy kuchenne złote myśli. Jest również uroczy magnes, który przytrzyma niesforne karteczki albo sklepowe rachunki. 

Notatnikiem pochwaliłam się na FB i nie sądziłam, że wzbudzi takie zainteresowanie z Waszej strony. 

Drukarnia Opolgraf stanęła na wysokości zadania i podarowała aż 10 dodatkowych sztuk, które można wygrać w przedświątecznym konkursie.

Wystarczy w komentarzu podzielić się wspomnieniem Świąt Bożego Narodzenia, które najbardziej zapamiętaliście z dzieciństwa. Może było to oczekiwanie na wspólne ubieranie choinki, może wizyta kuzynki, która przyjeżdżała tylko raz w roku. A może smak sernika, który piekła babcia.

Każdy z nas nosi w sobie mnóstwo takich wspomnień.
Gdybym miała wymienić takie najsilniejsze, to pierwsze miejsce zajęłyby Święta bez choinki… ponieważ tuż przed Wigilią, kiedy nie umiałam usiedzieć w miejscu i tak bardzo cieszyłam się, że w końcu choinka jest ubrana, taka piękna i błyszcząca, postanowiłam jeszcze bardziej podnieść świąteczną atmosferę i zapaliłam pod choinką dwie świeczki. Choinka spłonęła w oka mgnieniu, a razem z nią firanki. Dziś Hania ma swoją choinkę w pokoju i mam nadzieję, że podobne pomysły nie przyjdą jej do głowy ;)


Czas trwania konkursu:  11 – 15 grudnia 2013 r.

Warunki niezbędne:
     oraz
  • pozostaw w komentarzu swój adresu mailowy. Jeśli z pewnych względów nie chciałbyś tego robić, prześlij proszę na moją skrzynkę (bistro.mama@hotmail.com) swój adres mailowy oraz nick, którym podpisałaś/eś swój komentarz pod tym postem. 

Sponsorem nagród jest drukarnia Opolgraf, która w tym roku została uhonorowana tytułem "Lider Przedsiębiorczości Roku 2013". Od siebie chciałabym dodać, że Opolgraf to również Fabryka Inspiracji, czyli cykl spotkań z fantastycznymi ludźmi.


Zapraszam! Znajdziecie w nim wiele miejsca na własne zapiski! 


38 komentarzy:

  1. marta25urb@wp.pl
    Miałam może z 6 lat jak co roku robiliśmy przeprawę przez całe miasto by dotrzeć na czas do domu babci. W Wigilię sypał śnieg i ciężko się szło, ale uwielbiałam ten spacer, gdy ulice były puste a śniegu po pas. Pamiętam, że mama z babcią zawsze rządziły w kuchni i nikomu nie pozwalały się tam kręcić, a ja byłam ciekawa co i jak się przyrządza. Chciałam żeby mi też pokazały co robią. Gdy cała rodzinka się już zjechała, a było tych osób sporo przy stole i dziadek zaczynał łamać się z nami wszystkimi opłatkiem a babcia śpiewać kolędy to wiedziałam że Święta będą magiczne. I takie też były. Nigdy nie chciałam wracać po wigilijnej kolacji do domu. Chciałam zawsze całe święta spędzać u babci i dziadka. Lepiliśmy bałwana i zjeżdżaliśmy na sankach. Wspólnie spędzaliśmy czas z rodzinką. Już nawet nie wspominam jak te wszystkie dania na stole smakowały - nie to co teraz. I nie ma już tylu osób przy stole. Czasami chciałabym wrócić do tamtych chwil. Został mi na pamiątkę zeszyt z przepisami babci i dzięki niemu mogę choć trochę wracać wspomnieniami do tych chwil gdy byłam małą dziewczynką.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale supcio sprawa, wiedziałam, że Opolgraf to solidna firma :D

    Moje najwspanialsze wspomnienie to tradycja chodzenia na dlugi spacer z tatą, tuż przed wieczerzą wigilijną. Do lasu. A mama w tym czasie miała wreszcie czas na sprzątanie domu :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja akurat mam jedno wspomnienie swoich Świąt z dzieciństwa które celebruję do tej pory razem ze swoimi dziećmi-ubieranie żywej,pachnącej choinki.
    Kiedyś,kiedy rządził PEWEX,w sklepach wszystko na kartki,ciężka komuna tatuś zawsze,ale to zawsze przywoził zieloną choinkę i ... pomarańcze.Stroiliśmy drzewko aniołkami,papierowymi łańcuchami,wieszaliśmy jabłka i pomarańcze,czasem cukierki.W nocy przychodził Mikołaj zostawiał drobiazg,wypijał mleko.Kiedyś pod choinką zostawił mi sanki,takie czaderskie,drewniane,z oparciem.To były najlepsze moje święta.Ta dziecięca naiwność i wiara w Dziadka Mroza,ten czas wyczekiwania na pierwszą gwiazdkę i zapach pomarańczy-to czyni Święta magicznymi (a mam już 35 lat i nadal mnie to zachwyca)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam @ podać- busko.kaliszczyk@hotmail.com

      Usuń
  4. Anonimowy11/12/13

    Moje wspomnienia Świąt Bożego Narodzenia.
    Przede wszystkim zauważyłam że święta zaczynały się znacznie później niż obecnie;-) Pierwsze choinki pojawiały się w witrynach sklepowych dopiero 6 grudnia, następna "panna zielona" stawała w przedszkolu, dopiero dzień przed wigilią pojawiały się choinki w domach. Szczególnie zapamiętałam ozdoby choinkowe krasnale, wianuszki, wata, włos anielski i moje ulubione bombki z dziurką. Pamiętam jak z bratem wkładaliśmy do środka palce i z każdym Bożym Narodzeniem było ich coraz mniej ... Mikołaj z plastikową czerwoną maską na twarzy i otworami na oczy, który budził strach pisk i płacz w domu , ale jednak miał ze sobą paczkę z prezentem, a w paczce ... no właśnie ja zapamiętałam :pomarańcze, guma Donald, czekolada Ambasadorska, ciastka Katarzynki i ciemny piernik z naklejonym z papieru wizerunkiem św. Mikołaja. Dzisiaj święta przychodzą już w listopadzie, światełka z witryn znikają dopiero w marcu jak w ich miejsce wskakują zajączki i kurczaki, na wypasione paczki już się nie czeka bo słodycze są co tydzień w koszach zakupowych, tylko te Mikołaje znacznie przystojniejsze niż kiedyś ;-)

    dorota_matuszewska@yahoo.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje najlepsze wspomnienie z Świąt Bożego Narodzenia?
    Co Wigilię, gdy już drzwi zamknęły się za ostatnim gościem, siadałyśmy z siostrą i mamą pod kocykiem przy rozgrzanym kominku, w oczekiwaniu na pasterkę. Pilnowałyśmy siebie nawzajem by z emocji i zmęczenia nie przespać tego cudnego momentu. Na chwilę przed północą, ubieraliśmy się bardzo ciepło i brodząc w skrzypiącym śniegu docierałyśmy, do naszego, starego, małego, drewnianego kościółka. To był niesamowity, radosny czas! Pomimo późnej pory i zmęczenia, każdy czuł się szczęśliwy.
    Po powrocie do domu ok. 1.00 w nocy, zaczynaliśmy naszą tradycyjną biesiadę;) mama parzyła gorącą herbatkę, by ogrzać zmarznięte ręce, a my zakradałyśmy się do spiżarni, bo kutię, ciacha i inne słodkości, które po sytej Wigilii nie mogłyśmy zmieścić w swoich żołądkach w takiej ilości w jakiej byśmy chciały;) To był czas dogadzania sobie:)
    I tak w środku nocy, przy akompaniamencie kolęd,przy kominku, herbatce, w radosnej, domowej atmosferze, rozmowach, raczyliśmy się słodkościami i siedzieliśmy często do samego rana!

    biuuro@poczta.fm

    OdpowiedzUsuń
  6. Zastanawiałam się co napisać, ale chyba najmilej wspominam dziecięce chwile...Miałam może jakieś 5 lat, a mój brat 8. Mama krzątała się w kuchni, a my jak większość dzieci czekaliśmy na najważniejszy moment -przyjście Gwiazdora :) Z uśmiechem wspominam jak mama powiedziała, że mamy patrzeć przez wizjer w drzwiach czy idzie. Razem z bratem na zmianę wchodziliśmy na taboret by dosięgnąć do tego wizjera :) W korytarzyku było też małe okno, ale wychodziło na bok domu, więc tam nic nie było widać.Mama oczywiście w tym czasie krzątała się po domu, udając że nic nie wie o prezentach. Nagle usłyszeliśmy dzwoneczek...Sparaliżowani i szczęśliwi krzyczeliśmy jeden przez drugiego "prezenty, gwiazdor, prezenty..." No i zrobiła się cisza. Dobiegliśmy do pokoju, a tam były prezenty, a po gwiazdorze zostało tylko otwarte okno :)
    Wtedy był to dla nas najpiękniejszy moment. Wierzyliśmy w magię Gwiazdora i jego nadprzyrodzone moce. :) Przychodził nie wiadomo skąd i znikał tak szybko jak się pojawiał, no i oczywiście zawsze wiedział co chcemy dostać. To były piękne chwile, takie beztroskie! No ale najważniejszy było też to, że zawsze byliśmy w święta razem ehhh ... już poczułam ten zapach świąt! Pozdrawam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm, z czym mi kojarzą się Święta, na pewno nie z prezentami, bu u dziadków którzy mieszkali 50 kilometrów od nas zawsze od prezentów był Święty Mikołaj, tato z mamą pakowali mnie i siostrę do czerwonego dużego fiata, w którym zawsze śmierdziało paliwem i ledwo wyjechaliśmy za Opole mi włączała się choroba lokomocyjna :( więc godzina jazdy ze mną była katorgą, ale gdy już dojechaliśmy, dziadek miał przyszykowane dla każdego wnuka paczuszki skromne ale jakże sprawiedliwe bo każdy niezależnie od wieku dostawał tyle samo cukiereczków i ciężko zdobycznych w tamtych czasach pomarańczy, nigdy nie zapomną tego zapachu i cieknącego po brodzie soku pomarańczowego, jak to była radocha i błysk w oku na widok takiego rarytasu! Czasem opowiadam moim dzieciom że nie było mandarynek i pomelo, że nie wszystkie dzieci dostawały pomarańczowe owoce, ale nie do końca mnie chyba jeszcze rozumieją. A szkoda bo nie doceniają tego co mają :(
    A Święta, czym dla mnie były: modlitwą, ciszą i spokojem, kolędami granymi na zielonym gramofonie, a gdy moi młodsi kuzyni potrafili już śpiewać kolędy, to jeden drugiego przekrzykiwał, a ja uparcie akompaniowałam im fletem szkolnym :) A na stole zawsze było to samo, pierogi z kapustą i grzybkami, karp nie w galarecie i innymi sposobami ale zwykły pieczony w mące obtoczony, czasami i śledzik w oleju się pojawiał bądź też w śmietance kąpany i był też chleb zwykły i barszczyk czerwony ale nie z uszkami lecz zabielany z suszonymi grzybkami i tych potraw zawsze było 12 i talerzyk dla niespodziewanego gościa a pod obrusem sianko nie z supermarketu lecz z obory dziadkowej, w której zawsze było jakieś zwierzątko, które przemawiało ludzkim głosem o północy i dziadkowie zawsze z wielkim szacunkiem do tego zwierzęcia podchodzili i opłatkiem też się z nim dzielili. A gdy już o północy te zwierzątka mówiły, a że bardzo w to wierzyłam i próbowałam dotrwać do 12 żeby usłyszeć co one tam opowiadają, dziadek zawsze powtarzał, że usłyszę o sobie prawdę i tylko prawdę! A gdy dziadek opłatek brał w rękę i rozpoczynał modlitwę i przemówienie każdy miał w oku łezkę i wtedy widać było jak bardzo się wszyscy kochają i nie ważne co się wydarzy jutro, za tydzień za rok, zawsze w tym samym gronie wracaliśmy do tego samego stołu! Chciało by się rzec chwilo trwaj, lecz Pan na górze zechciał inaczej i dziadka zabrał do siebie i choć bardzo chcemy nie jest już tak samo ale babcine opowieści pozostawiają iskierkę, która skrzy nadal...

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim wspomnieniem świąt jest zapach mandarynek, nawet teraz mandarynki smakują lepiej podczas świąt :)
    Niby taki banał, ale ten cytrusowy zapach kojarzy mi się ze świętami :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje wszystkie świąteczne wspomnienia są bezcenne. Te zapamiętane z dzieciństwa, kiedy chodziliśmy z rodzicami i siostrą na dwie Wigilie, do jednej i drugiej babci. U mamy mamy było fajniej : mnóstwo ludzi / mama ma 4 rodzeństwa / : panował harmider , hałas i ciasnota. Ale jak miło !
    Wspominam ze wzruszeniem pierwsze Święta z Córeczką - mała miała 6 miesięcy i zachwycała się lampkami na choince:-) To były także pierwsze Święta w naszym własnym domu. Każde kolejne to piękny czas: wspólnego robienia zabawek, ubierania choinki, kolędowania. Nie mam jeszcze wspomnień z nadchodzących Świąt : ale na te szczególnie czekam. Już niedługo poznam wspaniałych ludzi, których los postawił na drodze Córci. Liczę na to, że polubimy się i nasz kontakt będzie prawdziwie przyjacielską relacją...
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwsze najlepsze wspomnienie jaki mi świta w głowie to... RODZINNE LEPIENIE PIEROGÓW. Może komuś to się wydać dziwne. Ale dla mnie pierogi to tradycja. Tradycja pełna
    Kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem, zawsze kilka dni przed Świętami lepiło się rodzinnie pierogi. Ja, mama, babcia, ciocia i siostra siadałyśmy wieczorkiem i zabierałyśmy się do pracy aby w Święta Bożego Narodzenia zajadać się przepysznymi domowej roboty pierogami i zliczyć kto zjadł ich najwięcej. ;) Właśnie lepienie pierogów zawsze sprawiało mi największą przyjemność w przygotowywaniach świątecznych i tak jest do dziś. Pamiętam jak zawsze lepiąc podpatrywałam jak babcia lepi sprawnie pierożki i starałam się jej dorównać, aby były tak samo piękne i wypchane po brzegi farszem. Zapach w całym domu, który przypominał, że Święta już coraz bliżej. No i ta radość i duma jaką czułam, gdy mogłam uczestniczyć w przegotowaniach jednej z potraw, która później stała na pięknie zastawionym stole Wigilijnym i cała rodzinka zajadała się nimi w ten magiczny czas.
    Tradycja w lepieniu pierogów trwa nadal. Babcia zawsze robi wspaniały farsz z kapusty i grzybków. A później wspólnymi siłami wałkujemy, wycinamy i lepimy. W między czasie, jak to kobitki umilamy sobie czas gawędzeniem, wspominaniem i planowaniem Świat ;)
    Ja już się nie mogę doczekać przyszłej niedzieli, kiedy jesteśmy już umówione na lepienie. Nie wyobrażam sobie Świąt bez lepienia pierogów. Wtedy czuję się jak dziecko pełne radości w ciepłej i rodzinnej atmosferze.

    OdpowiedzUsuń
  12. haha, świetna historia z tą choinką :D moim wspomnieniem z dzieciństwa jest to, jak wraz ze starszym bratem, szykowaliśmy różnego rodzaju pułapki na św. Mikołaja. Sznurki między meblami, aby Święty się przewrócił, czy różne brzdękadełka typu klucze na klamce od drzwi, a wszystko po to, aby przyłapać Mikołaja na gorącym uczynku :D na szczęście nigdy nam się to nie udało, bo nie wiem czy nie dostalibyśmy czasem rózg za potłuczone kolana Mikołaja :D

    mój mail to: jablonska.dd@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Moje najbardziej wyraźne wspomnienie świąteczne sięga czasów gdy miałam może 6-7 latek.. U dziadków stała zawsze piękna żywa z choinka, na której wisiały śliczne bombki. Dwie z nich były wyjątkowe - stare, szklane, największe ze wszystkich, odziedziczone bo mamie babci czyli mojej prababci. Oczywiście miałam zakaz zabawy nimi, jednak to co zakazane kusi najbardziej.. :) Kiedy wszyscy zajęci byli ostatnimi przygotowaniami do wigilii, jedna z dwóch nieszczęsnych bombek zupełnym przypadkiem wypadła mi z rąk i się strzaskała. Wiedziałam, że czeka mnie za to bura,więc w mojej małej główce zrodził się pomysł ukrycia "dowodów zbrodni". Pozbierałam kawałki bombki i zaniosłam je do sypialni dziadków i schowałam za łóżkiem od strony dziadka. Oczywiście dumna z siebie wróciłam cichaczem do rodzinki. Jednak moja duma nie trwała zbyt długo. Chwile po moim wyczynie, dziadek poszedł do sypialni, w celu wcielenia się w rolę Gwiazdora. Chciał to zrobić niepostrzeżenie,więc nie zapalał światła.. Chyba nie będzie to dla nikogo zaskoczeniem, że skończyło się to wizytą w szpitalu na wyciąganiu ze stopy resztek bombki i zszyciu dość głębokiej rany.. Choć była to Wigilia dość ekstremalna,to na zawsze zapadła w pamięć całej rodziny :)
    paulusiek@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Magdulstwo11/12/13

    Wspomnienie Bożego Narodzenia w rodzinnym domu to zlepek migawek, faktów, zapachów czasem nawet trudno powiedzieć, czy zapamiętanych na konkretnej Wigilii, czy raczej zebranych z tego okresu. Okresu, kiedy żyli jeszcze moi Pradziadkowie, z którymi mieszkałam razem z Rodzicami i bratem. Babcia od rana przy stolnicy pochylona nad koronkowa robotą – lepiąca uszka, do dziś dnia żadne im się nie równają... Choinka rachityczna, sztuczna, post peerelowska, ale najpiękniejsza na świecie w moich dziecięcych oczach. Do tej pory pamiętam, jak z pietyzmem wyjmowałam z pudełek pachnących upłyniętym czasem delikatne powojenne bąbki, pamiętające tyle świąt przede mną... Żadna z nich do tej pory się nie zachowała. Wigilia mojego dzieciństwa to obrus zakapany czerwonym barszczem, bo moje i brata dziecięce ruchy jeszcze nie tak precyzyjne, a motoryka Pradziadków już niedoskonała... To prezenty pod choinką zapakowane w ozdobny papier, nieco już wymięty (pewnie od potajemnego przechowywania podarków w szafie zanim trafiły pod choinkę) i przewiązany przemysłowym sznurkiem (kolorowym!), kto by wtedy zabiegał o strojne wstążki! To przedwojenny śpiewnik kolędowy Pradziadka, i jego głos jak dzwon - „Bóg się rodzi!”. I bursztynowe korale Prababi zakładane tylko od święta. I czekanie na Tatę, bo awaria w pracy, przerwa w dostawie prądu (tak częsta wówczas), a ktoś musi naprawić. Tyle pięknych chwil, tylu dobrych ludzi... Ok, wystarczy już;) idę sobie poryczeć...

    magdulstwo@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Boże Narodzenie jest dla mnie wyjątkowym czasem, niestety ze względu na pracę rzadko spędzam je w domu... A w sumie to od pewnego czasu co rok z obcymi ludźmi. Bardzo ważne są dla mnie więc tamte czasy kiedy życie było beztroskie, leniwe... gdy było się dzieckiem. Pamiętam z tamtych właśnie czasów wprost koszmarną choinkę którą mój tata przyniósł pewnej zimy do domu. Połowa gałęzi jakby opadła, igieł nie było w miejscu gdzie się ją trzymało dodatkowo była nierówna gałązkami ;) Prawa strona ich miała więcej niż lewa... Siąść i płakać nad jej stanem... Innej nie udało się przynieść...
    A jednak strojenie jej z tego chochoła (jak się wyraziła moja mama) w błyszczącą choinkę sprawiło nam najwięcej śmiechu, radości i świątecznej zabawy. Bombek nie było za dużo ale nasze pomalowane złotą farbą orzechy świetnie się znajdowały w tym kieracie powykrzywianych gałązek; światełka zaś nigdy nie były tak wyraźnie przebijały swe światło w każdej z luk drzewka ;) Co prawda gwiazdka na górze nie chciała siedzieć i opadała.... ale to i tak była moja najpiękniejsza Gwiazdka.

    Pozdrawiam
    izabelaporebska@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Czy polubienie tej strony na facebook'u jest konieczne ? Bo niestety go nie posiadam :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Najbardziej pamiętam Wigilię, a właściwie prezent wigilijny, który dostałam, jak miałam jakies 13-14 lat (czyli 23 lata temu!). Były to 2 podwójne albumy (czyli w sumie 4 kasety) z muzyką The Beatles. Zaczynałam się fascynować wtedy muzyką z lat 60' i 70' XX wieku, słuchałam Trójki (listy, Manna w niedziele), więc ten prezent był spełnieniem marzeń. I od niego już potem potoczyło się w dalsze strony, głównie The Doors (choć w sumie klimatycznie odległe). Do dzisiaj pamiętam, jak trzymam te kasety, rozpakowuję je i chyba nawet przesłuchuję robiąc konkurencję dla kolęd, ale tego nie jestem pewna, bo nie pamiętam, czy puszczałam je głośno, czy na słuchawkach :)
    Dostałam je od taty, bo to on o tej muzyce mówił, zwracał mi na nią uwagę, włączał Trójkę, etc. Nie był jakoś szczególnie fanem żadnego zespołu, ale jakoś tak jakby mimochodem pokazał mi ten akurat rodzaj muzyki i do dzisiaj rusza mnie ona najbardziej. Z wiekiem może tylko częściej słucham Elvisa niż Morrisona :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy11/12/13

    W wigilię zawsze było miło. Ciepły dom, wypastowana podłoga i śledź zatopiony w zalewie śmietanowej - smakował jak wyborny rarytas. Drzewko ubierane w wigilijny ranek i mama krzątająca się w kuchni.
    Zawsze skromnie i wyjątkowo. Jedyny taki dzień w roku. Takie właśnie święta pamiętam z dzieciństwa.

    serdeczności
    aniakuty@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam :)

    Świątecznych wspomnień mam bardzo dużo :) Pamiętam smaki dzieciństwa kiedy to jeszcze mieszkaliśmy z babcia, zawsze na kilka dni przed świętami było tłoczno w kuchni. Moja babcia zawsze przygotowywała kołacze, w tym mój ulubiony kołacz z serem (mniam) oraz makówki które na wigilie były podawane zalane mlekiem i sypane cukrem. Teraz niestety kiedy babci już nie ma, nie ma również kto kontynuować tej tradycji :( Trochę tego brakuje.
    Inne wspomnienie również związane z wigilijnymi pysznościami to pierogi z kapustą i grzybami oraz paszteciki z kapustą i grzybami. Jak już się wyprowadziliśmy do własnego domu, i byłam na tyle duża i samodzielna żeby móc samej wychodzić z domu ... tradycyjnie chodziłam bądź jeździłam do babci po pierogi i paszteciki które przygotowywał mój wujek. W ciągu roku u mnie w domu nie robiło się pierogów i pasztecików więc zawsze z niecierpliwością czekałam na Wigilię :)
    Kolejne wspomnienie, to również swego rodzaju tradycja. O północy pasterka a po powrocie zawsze całą rodziną siadaliśmy jeszcze w salonie, ponieważ jakoś nikomu nie chciało się spać :) I każdy chodził jeszcze buszować po kuchni żeby jeszcze coś skubnąć z pozostałości po kolacji wigilijnej :)
    Pamiętam jak rodzice otwierali okno dla Dzieciątka, które miało przynieść prezenty a my wychodziliśmy do innego pokoju żeby nie przeszkadzać. Tradycja była kontynuowana dopóki moja młodsza siostra z tego nie wyrosła. A teraz pewnie będzie kontynuacja bo pojawiły się wnuki :) Zawsze będę wdzięczna mojej Mamie za ten nastrój świąteczny który wprowadzała w domu, poprzez wystrój i ten zapach ciasteczek. Mama zawsze powtarzała przed Świętami (i nadal to robi :)) że w tym roku upiecze mniej ciastek ale jakoś zawsze kończy się tak samo, ot taka kolejna tradycja :) Mam nadzieję że mi również uda się wprowadzić w moim domu pewne tradycje, tak żeby moje dzieci w swoim dorosłym życiu wspominały Święta z taką samą tęsknotą jak ja teraz ;)

    Pozdrawiam i Wesołych życzę :D
    Justyna

    justyna.soloducha@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Marlena11/12/13

    Dzień przed wigilią, wraz z bratem i tatą ubieraliśmy choinkę. Mama z babcią szykowały w kuchni pyszne dania, a dziadek leżał na kanapie i oglądał świateczne programy biblijne. Po ubraniu choinki z bratem tworzyliśmy w kartonowych pudełkach nasze szopki, oświetlone lampeczkami, w ktorych znajdował się mały Jezusek, Maria, Józef, Trzej Królowie oraz zwierzątka. Stworzenie takich dzieł zajmowało nam prawie cały dzień, z drobnymi przerwami na pierniczki i pomarancze. Tak te drugie kojarzą mi się wyłącznie ze świętami. Ich zapach przywołuje ciepło domowe. Wieczorem, razem z bratem leżeliśmy w głębokich fotelach, oglądaliśmy bajki. Już bardzo zmęczeni całym dniem krążyliśmy między jawą a snem, próbując obejrzeć do końca film. Gdy już tak przysypialiśmy, w ciemnym pokoju oswietlonym tylko telewizorem i choinkowymi lampkami, zobaczyliśmy przemykającą postać w długim puchowym futrze, kapeluszu i z siwą brodą. Niósł worek pełen prezentów, Pozostawiając je pod choinką szybko wymykał się z pokoju. Gdy po jego wyjściu wchodziła mama, zapalała światła i rozbudzała nas, byliśmy pełni ekscytacji, że był u nas gwiazdor z prezentami. Próbowaliśmy go dogonić, niestety nie było go już widać. Wtedy mama dawała nam kartki i kredki, byśmy mogli namalować dla niego laurki z podziękowaniami za prezenty. Ta historia powtarzała się co roku, dopóki nie byliśmy na tyle duzi by dostrzec, że tym brodatym gwiazdorem był nasz Dziadziuś :)

    Wesołych, Pełnych Miłości Świąt !

    Marlena

    miss_misia@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. ...a piękne to były czasy, gdy jeszcze w szkole podstawowej (1978), młoda Pani wychowawczyni postawiła przed dziećmi pytanie dotyczące rodzinnego, świątecznego stołu. Dzieci jak to dzieci, miały wszystko ale Rudolf, ze wzrokiem wbitym w tablicę mówił bez opamiętania o łakociach, czekoladach, cukierkach na choince, cytrusach, bananach, szynkach, kiełbasach i zabawkach - rzecz oczywista. Kiedy już nauczycielce puściły nerwy i ślinka z kącików ust, Rudolf spuentował... "A wszystko to było niemieckie". ;-)

    Marcin
    marcin@vektor.com.pl :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Anonimowy11/12/13

    Ja mam dość traumatyczne przeżycie związane ze świętami ... nie pamiętam dokładnie ile mogłam mieć lat, na pewno mniej niż 9 i na dzień przed Wigilią moja mama jak co roku upiekła ogromną blachę swojego słynnego sernika, oczywiście obficie polanego polewą czekoladową. Sernik ów stał sobie w kuchni na blacie przykryty ściereczką i czekał na Wigilię i Święta. Mnie w nocy zachciało się do toalety, a żeby tam dotrzeć trzeba było przejść przez kuchnię. Idąc minęłam wspomniany sernik i traf chciał, że nabrałam ochoty na tą pyszną czekoladową polewę. I ani myśląc używając moich małych paluszków całą tą polewę zjadłam, oczywiście nie myśląc o konsekwencjach ... Rano obudził mnie krzyk i szał mamy, która jak zobaczyła moje nocne dokonanie, o mały włos nie dostała zawału ... Z odsieczą przyszedł jej tata, który przytulając ją wpadł na genialny pomysł, jak to oduczyć mnie zjadania polewy z ciasta, i jak się później okazało, również sernika. Tak więc mama zabrała się za pieczenie kolejnej blachy, ja natomiast zostałam zmuszona do zjedzenia całego sernika, z którego zjadłam polewę. Siedziałam przy stole prawie cały dzień, ojciec koło mnie i nie było mowy, żebym chociaż zostawiła kawałeczek. Jak się można domyślać na kolacji wigilijnej oprócz opłatka, którym się podzieliłam ze wszystkimi oprócz z tatą, nic nie zjadłam. I mimo iż minęło chyba z ćwierć wieku od tamtej pory, nadal nie jestem w stanie przełknąć sernika ...

    Nikomu takich wrażeń nie życzę, natomiast życzę cudownych i rodzinnych Świąt dla Ciebie i wszystkich odwiedzających Twój blog :)

    Małgorzata Meijer-Sapińska
    msapinska@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. Najwspanialsze święta jakie spędziłam to w bajecznej wiosce Lisiecice, zjeżdzała się cała rodzinka , dziadek Stasiu ( jak to potocznie w Lajsach mówią wisiał na płocie:) ) i czekał na przyjezdnych . Babcia Antosia , najcudowniejsza babcia pod słońcem wraz z corkami i synowymi przygotowwyały posiłki wigilijne, panowie ( między innymi mój tata) lepili balwana przed domem , lub robili dla dzieciakow iglo . A ja wraz z pozostałym kuzynostwem ubieraliśmy choinkę i nakrywaliśmy do stołu. Pamiętam jak dziś jak bylo nas dużo około 20 osob a samo skladanie życzeń trwało chyba z pół godziny:) Kolacja jak każda inna same pyszności ( ja byłam zawsze wybredna i jadlam pierogi z serem, ktore babcia specjalnie dla mnie robiła).Każde dziecko dostało od chrzestnej matki lub ojca, prezent .Wrażenia , wypieki na twarzy , czasami zazdrość ., ale bym chciała to dostać. Następnie dziadek siadał na jednym krześle , babcia na drugim , dziadek rozdawal kasę a babcia czekolady i podchodziliśmy wężykiem jeden za drugim. Potem kolędowanie , babcia zawsze miała przygotowane książeczki, była walka kto bliżej babci usiądzie. Droga na pasterkę grupą 20 osobową to była jakś magia skrzypiący śnieg , kolęda na ustach , radość w sercu. Na sam koniec wspólne spanie na podłodze ( 20 osob pomieścić ?). Takie święta już nie wrócą ale są głęboko w moim sercu.I na zawsze są moje!

    Wiolka :)
    wioletta.frankiewicz@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo długo wierzyłam w Świętego Mikołaja! ponieważ na Wigilie jeździliśmy do dziadków ze strony mamy i taty osobno do domu wracaliśmy baaardzo późno. Dlatego też prezenty pod choinka znajdowaliśmy w Wigilię rano. Pewnego poranka z jakiejś przyczyny wyszłam do ogródka, leżał śnieg a na śniegu były ślady... wielkie buciory je zostawiły! my, dzieci, byliśmy przekonani o tym, że to Mikołajowe, emocji było co nie miara! a najśmieszniejsze jest to, że po dziś dzień nie wiem kto je zostawił... no i dostałam wtedy bluzę z myszka Mickey, nikt takiej nie miał :)
    Moim drugim pięknym wigilijnym wspomnieniem są trufle... Nie tak dawno przypomnaliśmy sobie o nich z bratem będąc u babci a było to nasze ostatnie spotkanie. Co roku od dziadków podczas Wigilii dostawaliśmy torebki z mandarynkami i truflami, były to czekoladki, kulki takie, w sreberkach, każda w innym kolorze i o innym smaku, smaku jaki pamiętam do dziś!
    Pozdrawiam cieplutko.
    Marianna zwana Wiewióra
    kuchennawiewiora@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
  25. astovera11/12/13

    Na Święta zawsze przyjeżdżał do nas Dziadek z Gdyni i miał taki zwyczaj z moim Tatą, że przed kolacją wigilijną MUSIELI wywietrzyć pokój, by lepiej się jadło, no i by utorować drogę ewentualnemu Mikołajowi (bo przecież w blokach nie ma typowych kominów:)), czyli otwierali balkon, po czym wychodzili z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jako dziecko nie zastanawiałam się, czemu muszą to robić we dwóch i czemu zajmuje im to więcej czasu niż zwykłego dnia... Po prostu wierzyłam, że tak trzeba i już:) Tradycję wietrzenia (mimo, że Dziadka już z nami nie ma) kontynuujemy, w powiększonym o kolejne pokolenie gronie. Mam nadzieję, że moja roczna dziś córka będzie wierzyć w to, co ja :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Anonimowy11/12/13

    ohhhh, moje najstarsze wspomnienie to podwojna wigilia : ) najpierw u jednej babci, gdzie oplatek, sledzie w occie (!), nieslodzony (!!) kompot z suszonych owocow I... amoniaczki : ) cale pudlo ciasteczek, ktore przesiakniete wilgocia mialy swoj niepowtarzalny, nieslodki smak, ktory pamietam do dzisiaj. I zaraz po pierwszej wigilii wszyscy ubieralismy sie, maszerowalismy blisko godzine do przystanku autobusowego, aby przeprawic sie przez 25 km do drugiej babci :) do dzis pamietam zamarzniety autobus (dobrze, kiedy byl na czas) I kiedy przez cala droge liczylam zapalone choinki w oknach domow... I wielka radosc, bo u drugiej babci wszyscy na nas czekali, wiec od nowa: oplatek, sledzie, slodzony (!!) kompot z suszonych owocow I tym razem kruche ciasteczka, posypane cukrem... cale pudlo slodkich ciastek!!! mielismy po kilka lat, wiec te z cukrem byly najlepsze na swiecie :)) I jeszcze pomarancze, ktore pojawialy sie raz w roku w sklepach, I ktorych szkoda bylo zjesc tak bardzo, ze zasuszaly sie na amen I byly ozdoba przez reszte roku :)))) ehhhh, Justyna, az mi sie lza w oku zakrecila :))) I dziekujac za wasze zakrecone blogi (to przez was kupilam sobie pierwsza w zyciu wage kuchenna!!) zycze wszystkim radosnych, rodzinnych swiat !!! <3 beata, bea-len@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy13/12/13

      I jeszcze musze, ale na prawde musze opowiedziec o jednym smaku... smaku klusek z makiem, pachnacych olejkiem migdalowym, z rodzynkami I orzechami... I wiesz co, to wlasnie te kluski sa polaczeniemy wigilii sprzed lat I naszych terazniejszych. co roku moje dzieci (a wlasciwie to juz piekni mlodzi ludzie, chociaz dla mamy ciagle dzieci) przypominaja mi przed swietami, zebym chociaz nie zapomniala o kluskach z makiem.. :))) kluski z makiem=wigilia!!!! :))) xoxo beata

      Usuń
  27. Anonimowy11/12/13

    Myślę, myślę i nie przychodzą mi do głowy żadne konkretne święta... pamiętam, że jeszcze nie tak dawno rok w rok niecierpliwie wyczekiwałam grudnia... tej magii jaką ze sobą "przynosił", pięknej choinki przy której milej się zasypia, krzątaniny w kuchni, zapachu ciastek korzennych, smażonego karpia (którego jeść kocham), prezentów nie tylko tych do brania, tych do rozdania także...
    Wigilię zawsze spędzaliśmy u babci na wsi, nas wnucząt 8 więc co roku jakieś przedstawienie organizowaliśmy... po kolacji najmłodszy rozdawał prezenty, kto odważniejszy głośno śpiewał kolędy, ja należałam do tych mruczących pod nosem ;) a o północy szło się na piechotę do kościoła...
    tak właśnie wspominam rok w rok cudowne święta. kiedy wyszłam za mąż wiele się zmieniło, wigilia w rozjazdach trochę tu, trochę tam... i niestety ale nie czuję już tej świątecznej magii, która była kiedyś...
    Karolina.

    wisienka001@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  28. Anonimowy11/12/13

    To było dawno i nieprawda… Początek lat 90 – tych w mojej rodzinnej wsi pod Wieluniem. Wreszcie można było odpocząć po trudach prac polowych (żniwa, wykopki, cięcie kapusty, wyrywanie marchwi). Pamiętam ciepło puchowej pierzyny, którą opatulona odrabiałam lekcje w łóżku. Ale też późna jesień i grudzień to był czas, kiedy Tata jeździł na giełdę „na Śląsk” – bo tak się mówiło. Wiele razy i ja wychylałam swoją pyzatą buzię, krzycząc z Żuka wolno jadącego przez dzielnice Chorzowa, czy Katowic „kaaaaapuuuustaaaa, świeża kaaaapuuuustaaa”. Dwa tygodnie przed Świętami Tata pojechał na giełdę. Wracali inni, mówili, że sprzedaż ciężko idzie, nie ma kupców i nie wiadomo jak długo to potrwa. Zima śniegiem sypnęła, mróz siarczysty, a Taty nie ma. I co wieczór z siostrami wypatrywałyśmy i nasłuchiwałyśmy Żuczka. Dziecięce pytania, łzy, czekanie… obudzona w nocy dreptałam do okna. Dwa dni przed Świętami Tata wrócił. Pamiętam, że dostałyśmy wtedy prawdziwą Barbie – wymarzoną, której zazdrościłyśmy koleżankom. Został mi taki obrazek: w pokoju palą się lampki na choince (tego starego typu, z dużymi żarówkami), w telewizji leci „Płonący wieżowiec”, siedzimy z siostrami w łóżku Rodziców i czeszemy naszą najprawdziwszą z prawdziwych Barbie. Włosy miała bardzo krótko, w ogóle krótki był jej żywot, co Tata wielokrotnie wypomina, mówiąc, ile worków ziemniaków kosztowała. Często w Święta wspominamy tę historię, a im starsi jesteśmy, tym i wzruszenie częściej nas ogarnia, nawet Tatę… W takie chwile nie trzeba się wstydzić łez… Przecież jesteśmy Rodziną.


    Kamila

    OdpowiedzUsuń
  29. Najlepiej pamiętam święta sprzed 17 lat, gdy w prezencie świątecznym "dostałam" młodszą siostrę ;) Urodziła się kilka dni przed świętami, ale do domu, obie z mamą, wróciły akurat w wigilijny poranek. Pamiętam dokładnie, jak tata wniósł becik, a w nim moją siostrę - taki pulchniutki tobołek :D To były moje najpiękniejsze święta - rodzice do dziś wspominają, że nawet nie chciałam siąść do wigilijnego stołu, cały czas stałam przy łóżeczku młodszej siostrzyczki ;) Dzięki temu "prezentowi" każde kolejne święta były lepsze, bo spędzone nie tylko z rodzicami, ale i z siostrą, którą od zawsze chciałam mieć :)

    ewcia622@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  30. Anonimowy12/12/13

    Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa.. magiczne święta, ostatnie, które pamiętam w pełnym gronie rodzinnym. Ja i o dwa lata młodszy brat za wszelką cenę chcieliśmy udowodnić, że Mikołaj nie istnieje (mieliśmy wtedy jakieś 8-10 lat) i siedzieliśmy pod choinką czekając aż rodzice podłożą prezenty.. a wtedy dziadek zabrał nas na korytarz (mieszkaliśmy na 4 piętrze) i powiedział: "chodźcie na dach, zobaczymy czy już przyleciał" a my oczywiście "no dziadek przestań, wiemy, że nie ma mikołaja!" a dziadek mnie podsadził i pyta "jest już czy nie?" ja spojrzałam... a tam sanki i worek!! Szybko krzyknęłam to reszcie rodziny, a oni "to biegnijcie żeby go złapać pod choinką!!", jak weszliśmy do domu to zobaczyliśmy prezenty i otwarty balkon, przy którym leżała czapka mikołaja.. "zgubił jak uciekał. musi jechać do innych dzieci.. jednak istnieje.." pomyśleliśmy z bratem i już nigdy nie zwątpliśmy w świętego mikołaja :-)


    szumiii@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Anonimowy14/12/13

    Kochani świątecznych wspomnień z dzieciństwa są całe tabuny,I zdawać by się mogło że tych zapachów ani smaków nic nie wróci a jednak.
    3 lata temu kiedy to w 9 miesiacu ciąży debiutowałam jako Pani domu,organizując dla całej rodzinki wigilię,sama piekłam ciasta,marynowałam mięsa,lepiłam pierożki i uszka,przystrajałam dom suszonymi pomarańczami,laskami cynamonu,waniliowymi ciasteczkami,zawieszałam migocące światełka.Jako Gospodyni przypadł mi zaszczyt czytania Pisma,a przez 30 lat czynił tę powinność dziadziuś więc było to niejako wyróżnienie.Stałam przy stole ze sterczącym brzuszkiem i keidy czytałam o " brzemiennej Maryi"do oczu napłyneły mi łzy podniosłam wzrok i zobaczyłam że wszyscy moi bliscy również płaczą.I zdałam sobie sprawe że juz i ja stałam się "dobrą wróżką" która dba o domowe ognisko,o te pachnace cudowne wspomnienia,że to właśnie ja już zaczełam je tworzyć dla tych malutkich raczek pyzatych buźek.To dzieki wspomnieniom nie wazne gdzie sie jest zawsze wraca sie na świeta do Mamy.Ja nawet bedac juz dorosłym człowiekiem ,bedac nawet na drugim koncu swiata na swieta do Mamuni wracałam z radoscia w sercu i spokojem,pewnoscia,że ona tam jest i czeka włąsnie na mnie. Uwielbiałam kiedy mama pozwalała mi wylizywac łopatki od miksera,lepić własne pierożki,a nawet zawieszac najenniejsze bombki które moje niezdarne raczki zawsze tlukly.To dzieki Mamie kocham tą świąteczną krzątanine,to własne ja doceniam bardziej niz samo siedzenie przy stole.W te swiateczne dni mama miała dla mnie nieograniczony czas,w ciagu roku brakowało mi jej.A po wigilii i po pasterce kiedy wszyscy szli spac Mama brała wielką miche wkładała do niej kawałki ciast,obrane mandarynki,I ksiazke co roku "opowiesci z narnii" i kładła sie ze mna i tak do 4-5 nad ranem czytałysmy obie na zmiane.światełka na choince przeglądały sie w szklanych bąbkach,a dookoła panowała cisza,czasem przerywałysmy na chwile mama otulała mnie szczelnie kołdra otwierała okno i lepiłysmy na parapecie bałwanka..:). Przysiegam nigdy sie nie przeziebiłam.!.Mamuniu Kochana dziekuje Ci za te wszystkie wspomnienia:*.Teraz ja jestem juz mama,i mimo że nasz synek w styczniu dopiero bedzie mial 2 latka,ja juz tworze jego wspomnienia i uwieczniam na zdjeciach:)

    szlendakmonika@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  32. Miałam wtedy 8 lat. To były chyba jedyne nasze święta u dziadków na wsi. Święta pełne głownie ludzi :) Bo przy wigilijnym stole zebrało się jakieś 25 osób: dziadkowie i rodzeństwo mojego taty razem z dziećmi. Nietrudno sobie wyobrazić, co się działo - hałas, bieganie, szaleństwa na sankach na ulicy przed domem (to były jeszcze czasy kiedy na wsiach samochody pojawiały się 3 razy w tygodniu). Pamiętam choinkę - przez kolejne lata wyglądała tak samo, z tymi samymi ozdobami i światełkami, z "żabkami" ze świeczkami i anielskim włosem. Pamiętam też blask lampy przy ulicy, która świeciła prosto w okna sypialni, w której ciasno jedno obok drugiego leżały wszystkie dzieci. Ta lampa nie pozwalała spać, nawet przez zasłonki, budziła mnie w środku nocy. Pamiętam też prezent, jaki wtedy dostałam. Była to długa do ziemi różowo-biała koszula nocna. Najpiękniejsza chyba jaką kiedykolwiek miałam. Przestałam w niej sypiać dopiero jak byłam nastolatką, kiedy biust przestał sie mieścić a koszula sięgała kolan. Babcia podała nam wtedy swój kompot "z bani", czyli dyni. Żałuję bardzo, że po tylu latach nie pamiętam jego smaku, że tak mało zostało mi w pamięci z tamtych dni. Było to ostatnie Boże Narodzenie z moją babcią. Nie zdążyłam się nią nacieszyć, ani jej poznać. I chociaż mija właśnie 26 lat od tamtego czasu, mogłabym dokładnie opisać babci twarz, jej kolczyki, które bardzo mocno utkwiły mi w pamięci, koszulę, którą wtedy dostałam na gwiazdkę i choinkę, którą dziadek ubierał dokładnie tak samo, jeszcze długo po tym, jak babcia odeszła.

    OdpowiedzUsuń
  33. Anonimowy15/12/13

    Wow .....jak ja tęsknie za tamtymi świętami kiedy byłam dzieckiem.I może nawet nie chodzi o to że tamte dawne święta były spokojniejsze,bardziej tradycyjne bez tej całej komercyjnej otoczki ale święta widziane oczami dziecka są najpiękniejsze. W zasadzie nie zapamiętałam jakoś szczególnie jednych świąt one wszystkie były dla mnie magiczne.Biały śnieg za oknem , który cudownie skrzypiał pod nogami kiedy całą rodziną maszerowaliśmy na Pasterke. A po mszy zawsze wszyscy czekali jeszcze pod kościółkiem żeby złożyć sobie życzenia.....Albo jak z nosem przyklejonym do szyby czekaliśmy aż zabłyśnie pierwsza gwiazdka żeby dać dorosłym sygnał,że to już czas rozpocząć wieczerze.Pamiętam też swoją nieposkromioną ciekawość kiedy przeszukiwałam cały dom w poszukiwaniu ukrytych prezentów............Tak wszystkie święta mojego dzieciństwa były piękne i jedyne..........
    AnnaR

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz!
Anonimie, bardzo Cię proszę, podpisz się imieniem lub nickiem, będzie mi łatwiej Ci odpowiedzieć.